* 2012-01-11 21:01:43
Inga mowi co nastepuje:
- mama
- tata
- baba
- nie (z urocza wariacja 'njeeeeee' plus krecenie glowka)
- nie ma
- nie mam
- nie ma mnie (ale nie bardzo w kontekscie)
- lala
- mau (to o kotku)
- brum brum (wszystko co ma kola i jezdzi)
- bum i bam (wszystko co spada albo halasuje)
No i do tego cale mnostwo ciekawych acz nieopisywalnych dzwiekow.
skomentuj (0)
* 2012-01-11 20:55:32
Miały mi się śnic urodziwe dziewczęta i faktycznie, były, jako morderczynie i obcinaczki kończyn. To zapewne jakiś refluks po Sucker Punchu, bo i tu był szpitalno burdelowy labirynt i agresywne laski. Wiedziałam ze jeśli mnie znajda to potna na kawałki, wiec musiałam przebrać się za jedna z nich i łowić je po kolei. Podrzynałam wiec gardła i wbijałam nóż w korpusiki, starając sie skutecznie trafić miedzy zebra. Jakos mi po tym nadal niemiło.
skomentuj (0)
* 2012-01-11 20:53:43
Jeej jednak udalo mi sie dobic na blogusia, mimo ze przez dluzszy czas nie poznawal hasel i ogolnie odmawial wspolpracy :)
skomentuj (0)
* 2011-12-16 12:44:02
Imba nauczyla sie przytulac. Do niedawna robila taki koci wtulon z impetem, czyli po prostu wbijala z rozpedu glowke w poduche, brzuch, czy czyis nos. Teraz male rzeczy bierze w obie raczki i tuli krecac sie na boki i mowiac 'mmmm'. W rzeczy duze, na przyklad mnie, wtula sie kladac glowke, ale juz mnie brutalnie. Jest to przeurocze.
Umie znalezc OKO, NOS czy PEPEK, zlokalizowac kotka, lale, czy Pepe Pana Dziobaka. Chodzi, biega, tanczy, na kazde pytani eodpowiada 'nieeee' i 'nie mam!' albo 'babm', ale zdarzylo jej sie tez rzec 'mama', 'tata', 'pepek', 'myju myju', i 'Imba' w sensownym kontekscie.
Jutro konczy rok, a mi przed oczami przewija sie wielki brzuch, USG na ktorym ujrzelismy 'efekt bulki', wrzeszczaca larwka, polgebny usmiech przez sen, turlanka i wypadki, pelzanie po plazy i pozeranie kamieni z doniczek. I nagle mam tu rozumne stworzonko ktore probuje czesac kota, karmi nas buleczka, uruchamia konsole, zlazi z lozka i wysyla smesy.
skomentuj (0)
* 2011-12-16 12:27:19
Zawsze ucinam sobie pogawedke z Erykiem w czasie spaceru. Czasami nachodza go bardzo filozoficzne dumania. Rzekl ostatnio
- Wiesz, wszystko na swiecie jest w jakis sposob zwiazane z WEDLINA
- O? A na przyklad lampa uliczna?
- Moze swym swiatlem oswietlac wedline.
- A samochod?
- Moze przewozic wedline
- Morze?
- Na jego falach wedlina moze sie unosic i pluskac
- A gwiazdy?
- ....
- Skladaja sie z atomow w ktorych kiedys, byc moze powstanie wedlina?
skomentuj (3)
* 2011-11-07 13:30:08
Inga ostatnio mowi 'bddio bdio bii, dzibu dzibu, bdiá bdiá' w roznych konfiguracjach. Strasznie to urocze :)
Ja za to co i ruz sie rozkladam i wpelzam z goraczka do kokonu z koldry. Wcale mi sie to nie podoba, ale wyglada na to ze moze jeszcze potrwac, bo nie moge brac mocarnych lekarstw dopoki dziecina ssie.
I jest szansa na pierwsza od niezliczonych miesiecy imprezke poza domem! Niania juz zamowiona, a ja trenuje dzidzie w bezstresowym zasypianiu bez cycka, zeby nie bylo dramatow. Oczywiscie zostawienie placzacego czlowieka i wyjsce z pokoju nie wchodzi w gre, chociaz jest mocno promowane jako 'metoda usypiania'. CO to za metoda, skoro to stres i horror dla dzieciny? Inga sie po prostu po mnie gramoli i biega po calym lozku, najpierw energicznie, potem coraz bardziej flaczeje az w koncu przylozy gdzies glowke i zasnie. Trwa to godzinami, ale przynajmniej zadna z nas nie rozpacza.
skomentuj (1)
* 2011-10-20 11:29:46
Dziecina chodzi :) Skonczyla 10 miesiecy i tego samego dnia ruszyla na swoich grubych nozkach, co rusz rabiac plask na pupe. Tak sie tym podekscytowala ze biegala caly wieczor po pokoju kiedy ogladalismy Miasto Zaginionych Dzieci.
skomentuj (0)
* 2011-08-30 22:02:41
Zadumalam sie dzisiaj nad wlasnymi dziadkami. Obaj byli na volksliscie, choc wcale nie mieli na to ochoty i obaj wyladowali w Wehrmachcie. Jeden grzecznie zostal tam do zakonczenia wojny, ponoc do nikogo nie strzelal, ale nie wiadomo jak to bylo naprawde, bo cala historia byla rodzinnym tabu. Drugi zdezerterowal i dotarl do armii Andersa i potem pokazywal wojenne rany, dosc skromne, bo tylko palec sobie zlamal po drodze.
Pozniej ten pierwszy zostal stereotypowym katolickim ojcem rodziny, co pasa nie szczedzil, na mszy zawsze byl i dzieciom organizowal wedrowki po gorach by zaszczepic w nich zamilowanie do tezyzny fizycznej. Drugi zostal stereotypowym szalonym naukowcem, z rozwianym wlosem i pokojem pelnym tajemniczych fiszek. Ze stolu robil boisko do cymbergaja i wcale sie nie przejmowal spadajacymi talerzami.
I zastanawiam sie do dzis, jak to sie stalo, ze ten dziadek co cale zycie pozowal na twardego samcaalfa i byl wrecz tyranem dla swoich dzieci, w decydujacym momencie nie mial tyle odwagi co dziadek lingwista, co wiekszosc zycia spedzil w ksiazkach i nie mial w sobie ani ciena agresji? I skad wzial sile na podjecie tak ryzykownej wyprawy? I jak ja bym sie zachowala?
Wiem ze geny ulozyly sie jakos po rowno, ale mam nadzieje ze odziedziczylam wiecej ducha z tej szalonej, dezerterujacej mamystrony.
skomentuj (1)
* 2011-08-26 09:48:50
Pani Bulka powiedziała dziś 'tata' po raz pierwszy. I to nie systemem ćwiczebnym, gaworząc do własnej stopki czy sufitu, ale ewidentnie gapiąc się na Bobra i wyciągając raczki do tulenia. Bardzo to urocze.
Umie tez klaskać, szeptać, bawić się z echem na klatce schodowej (oo ciekawe, co by było gdybym ja zabrała do jakiejś katedry – skowyt diabla tasmańskiego w świętym miejscu, ach!), raczkuje jak szalona, przełazi przez wielki balkonowy próg, wstaje, chodzi dookoła stołu, rzuca przedmiotami, gmera w kociej misce i dominuje kota. No i nadal lubi miażdżyc policzki, wyrywać włosy i nosy. Uwielbia Eryczka, zwłaszcza jak nosi ja jak worek kartofli, czy turla się po niej. Ja lamentuje ‘ojej, uważaj, delikatnie’ a ona rechocze ;)
skomentuj (1)
* 2011-08-17 11:24:44
Snila mi sie wielka swietlista pajeczyna, ktora laczyla mnie z wszystkimi osobami jakie znam. Nitki byly jasne i ladne, moglam po nich przejsc do kazdej z osob, przywitac sie, powiedziec im cos, czego nie moglam powiedziec na jawie. To bylo bardzo mile, mialam wrazenie ze wszelkie niesnaski i antypatie zniknely. Nagle znalazlam miedzy swietlistymi nitkami jakis gruby, czarny, podejrzany kabel ktory mnie raczej wysysal. Probowalam go odciac od siebie, ale po chwili przyczepial sie na nowo. Chcialam po nim pojsc zeby dowiedziec sie dokad prowadzi, ale nie moglam. Mialam wrazenie ze nie nalezy do jednej osoby, tylko czegos o wiele wiekszego i syntetycznego. Pomyslalam, ze dopiero jak dowiem sie co to jest to bede mogla to od siebie odczepic.
skomentuj (0)